ROZDZIAŁ 3
DZIEŃ TRAKTOWANIA MNIE JAKBYM BYŁA MAŁYM KOTKIEM, KTÓRY NIE UMIE NIC ROBIĆ I WE WSZYSTKIM TRZEBA MU POMAGAĆ
Pakuję się pełna obaw. Nie chodziłam do szkoły od kilku miesięcy, a teraz znowu nadeszła nauka. W sumie nie do końca. Kiedy byłam w szpitalu dużo nadrabiałam i uczyłam się bardzo pilnie. Mimo to boję się jak sobie poradzę... ,,Spokojnie"- powtarzam w myślach - ,,Hania i Nastka będą koło Ciebie".
Jestem już gotowa. Wyjeżdżam z pokoju, aby zjeść śniadanie. Przy stole siedzi już mama. Taty nie ma bo wyszedł już wcześniej. Podjeżdżam bliżej stołu i zaczynam podgryzać kanapkę.
- Podekscytowana? - pyta mama.
- Taaa... I to jak! - odpowiadam sarkastycznie.
- Będzie dobrze... Jak się dziś czujesz?
- Trochę kręci mi się w głowie, ale poza tym, chyba jest okej - mówię spokojnym tonem.
Po chwili odsuwam kanapkę. Nie chce mi się jeść.
- Nie jesz już? - dziwi się mama.
- Nie.
- To dobrze, że zrobiłam Ci więcej do szkoły!
Nagle zaczyna dzwonić dzwonek. To na pewno Hania! Co tak wcześnie? No cóż, biorę szybko plecak i jadę do przedpokoju. Otwieram drzwi. To rzeczywiście moja przyjaciółka.
- Wejdź - mówię. - Muszę się jeszcze ubrać.
- Pomóc Ci?
- Tak, poproszę - odpowiadam zawstydzona.
W końcu opuszczamy dom.
***
Jesteśmy dwadzieścia minut przed lekcjami. To dobrze, bo Hania zdąży rozebrać i siebie i mnie.
Po ściągnięciu kurtek, szalików i czapek kierujemy się w stronę windy. Tak, mamy w szkole windę! Kiedyś do naszej szkoły chodził inny kaleka i dla niego ją zbudowali. Teraz działa dla mnie. Zaczynają mnie nachodzić coraz gorsze myśli i obawy.
Kiedy wyjeżdżamy/wychodzimy z windy, na korytarzu jest już kilka osób. Oczywiście wszyscy się na mnie gapią jak... jak na zwierzę. O, właśnie, zapomniałam, że dzisiaj będzie Dzień Traktowania Mnie Jakbym Była Małym Kotkiem Który Nie Umie Nic Robić I We Wszystkim Trzeba Mu Pomagać. Cóż... mam nadzieję, że to wytrzymam.
Jest coraz więcej uczniów i coraz więcej dziwnych spojrzeń na mnie.
- Nie wytrzymam tego - szepczę do Hani, a ona tylko się krzywi. Nagle wchodzi Nastka.
- Hej dziewczyny! - krzyczy.
- Hej - odpowiadam razem z Hanią, a później zamykam oczy.
- Dlaczego zamknęłaś oczy? - dziwi się.
Pokazuje jej aby się przybliżyła.
- Nie wytrzymam tych spojrzeń - szepczę po raz drugi.
- Ech, nie przesadzaj - odpowiada.
W tym problem, że nie przesadzam, a Nastka dobrze o tym wie. Teraz właśnie staję się szkolnym tematem numer jeden. Chciała mnie tylko pocieszyć. Niestety, nie udało jej się to.
***
Jest język polski. No niech te lekcje się już skończą! W ogóle nie myślę o tym co mówi nauczycielka. Ciągle myślę o czymś innym. Ciągle myślę o tym samym. Nagle zabrzmiewa dzwonek. ,,Nareszcie" myślę i zaczynam się pakować. Daję plecak na kolana i wyjeżdżam z klasy. Na korytarzu czeka na mnie Amelka.
- Słuchaj, może wrócisz ze mną? - pyta.
Dziwię się, bo Amelka, największy fejm w szkole, nigdy się ze mną nie zadawała.
- Do mnie mówisz? - upewniam się.
- Tak, złamasie - mówi i zaczyna się uśmiechać.
No tak. Amelka do wszystkich mówi ,,złamasie".
- Jeju, słabo Ciebie znam - odpowiadam.
- Czas najwyższy abyśmy się poznały - mówi i patrzy prosto w me oczy.
- Okej, możemy razem wracać. W sumie Hania i Nastka wracają z Julką samochodem -
mówiąc to robię bardzo dziwną minę.
- Popchać cię? - pyta.
Ile razy ktoś jeszcze będzie chciał mi pomóc?! Na chuja mi taka pomoc.
- Nie - odpowiadam opanowując nerwy.
Idziemy w milczeniu aż w końcu się odzywam:
- Dlaczego idziesz ze mną a nie ze swoimi przyjaciółkami?
- Bo chcę z tobą - odpowiada Amelka i uśmiecha się.
- Mhmm... A tak serio? - pytam.
- Bo Ci współczuję. A Ty pewnie nie chciałaś wracać sama co? Do tego ja nie mam prawdziwych przyjaciół.
Powstrzymuję się po raz kolejny od powiedzenia jej, że nie musi mi współczuć. I że nie musi ze mną iść. Dlatego mówię:
- Co Ty gadasz? Jak to nie masz prawdziwych przyjaciół?
- No tak. One by mi nie pomogły jakbym była na twoim miejscu. Nie to co Hania i Nastka...
Mówiąc to zaczęły lecieć jej łzy z oczu. Przykro mi przyznać, ale Amelka ma rację. Spuszczam głowę i decyduję, że przemilczę resztę drogi. Kiedy zostaje nam tylko około stu metrów do celu, czuję, że się przemęczam od ciągłego wymachiwania rękami. Na szczęście, Amelka też to zauważa i nie odzywając się do mnie, zaczyna pchać wózek. Dochodzi do bloku w którym mieszkam i zaczyna się rozglądać.
- Gdzie winda? - pyta.
- Nie ma - odpowiadam -ale spokojnie, nie będziesz musiała mnie wprowadzać na górę. Moja mama się tym zajmie.
- Uf...
- Możesz już iść, poradzę sobie.
- No to do jutra!
- Pa! - mówię i wyciągam komórkę.
- Już jesteś w bloku? - słychać moją mamę.
- Tak, czekam na Ciebie.
Połączenie zakończone. Już słyczę kroki mamy.
- Kochanie! Cześć.
- Cześć - mówię - Czy mogłabyś ze mną o czymś porozmawiać?
-Jasne- odpowiada - Co się stało?
- Może porozmawiajmy w domu? - pytam
- No okej, jasne.
I wleczemy się po schodach, nie wiedząc, że nasza przyszła dyskusja zamieni się w kłótnię.
:) super, pisz dalej! Bardzo ciekawe.
OdpowiedzUsuńDzięki! Zapraszam do udziału w konkursie! Wystarczy znać tylko jeden rozdział, a szanse na wygrane są naprawdę duże! Pozdrawiam serdecznie ;)
UsuńKiedy 4 rozdział?
OdpowiedzUsuńOch, już jest dawno ;)
UsuńSzybko odpowiedziałam, nieprawdaż?