środa, 18 lutego 2015

Dzień Traktowania Mnie Jakbym Była Małym Kotkiem, Który Nie Umie Nic Robić I We Wszystkim Trzeba Mu Pomagać

ROZDZIAŁ 3
 DZIEŃ TRAKTOWANIA MNIE JAKBYM BYŁA MAŁYM KOTKIEM, KTÓRY NIE UMIE NIC ROBIĆ I WE WSZYSTKIM TRZEBA MU POMAGAĆ
Pakuję się pełna obaw. Nie chodziłam do szkoły od kilku miesięcy, a teraz znowu nadeszła nauka. W sumie nie do końca. Kiedy byłam w szpitalu dużo nadrabiałam i uczyłam się bardzo pilnie. Mimo to boję się jak sobie poradzę... ,,Spokojnie"- powtarzam w myślach - ,,Hania i Nastka będą koło Ciebie".
Jestem już gotowa. Wyjeżdżam z pokoju, aby zjeść śniadanie. Przy stole siedzi już mama. Taty nie ma bo wyszedł już wcześniej. Podjeżdżam bliżej stołu i zaczynam podgryzać kanapkę.
- Podekscytowana? - pyta mama.
- Taaa... I to jak! - odpowiadam sarkastycznie.
- Będzie dobrze... Jak się dziś czujesz?
- Trochę kręci mi się w głowie, ale poza tym, chyba jest okej - mówię spokojnym tonem. 
Po chwili odsuwam kanapkę. Nie chce mi się jeść.
- Nie jesz już? - dziwi się mama.
- Nie.
- To dobrze, że zrobiłam Ci więcej do szkoły!
Nagle zaczyna dzwonić dzwonek. To na pewno Hania! Co tak wcześnie? No cóż, biorę szybko plecak i jadę do przedpokoju. Otwieram drzwi. To rzeczywiście moja przyjaciółka.
- Wejdź - mówię. - Muszę się jeszcze ubrać.
- Pomóc Ci?
- Tak, poproszę - odpowiadam zawstydzona.
W końcu opuszczamy dom.
***
Jesteśmy dwadzieścia minut przed lekcjami. To dobrze, bo Hania zdąży rozebrać i siebie i mnie.
Po ściągnięciu kurtek, szalików i czapek kierujemy się w stronę windy. Tak, mamy w szkole windę! Kiedyś do naszej szkoły chodził inny kaleka i dla niego ją zbudowali. Teraz działa dla mnie. Zaczynają mnie nachodzić coraz gorsze myśli i obawy.
Kiedy wyjeżdżamy/wychodzimy z windy, na korytarzu jest już kilka osób. Oczywiście wszyscy się na mnie gapią jak... jak na zwierzę. O, właśnie, zapomniałam, że dzisiaj będzie Dzień Traktowania Mnie Jakbym Była Małym Kotkiem Który Nie Umie Nic Robić I We Wszystkim Trzeba Mu Pomagać. Cóż... mam nadzieję, że to wytrzymam.
Jest coraz  więcej uczniów i coraz więcej dziwnych spojrzeń na mnie. 
- Nie wytrzymam tego - szepczę do Hani, a ona tylko się krzywi. Nagle wchodzi Nastka.
- Hej dziewczyny! - krzyczy.
- Hej - odpowiadam razem z Hanią, a później zamykam oczy.
- Dlaczego zamknęłaś oczy? - dziwi się.
Pokazuje jej aby się przybliżyła.
- Nie wytrzymam tych spojrzeń - szepczę po raz drugi.
- Ech, nie przesadzaj - odpowiada.
W tym problem, że nie przesadzam, a Nastka dobrze o tym wie. Teraz właśnie staję się szkolnym tematem numer jeden. Chciała mnie tylko pocieszyć. Niestety, nie udało jej się to.
***
Jest język polski. No niech te lekcje się już skończą! W ogóle nie myślę o tym co mówi nauczycielka. Ciągle myślę o czymś innym. Ciągle myślę o tym samym. Nagle zabrzmiewa dzwonek. ,,Nareszcie" myślę i zaczynam się pakować. Daję plecak na kolana i wyjeżdżam z klasy. Na korytarzu czeka na mnie Amelka.
- Słuchaj, może wrócisz ze mną? - pyta.
Dziwię się, bo Amelka, największy fejm w szkole, nigdy się ze mną nie zadawała.
- Do mnie mówisz? - upewniam się.
- Tak, złamasie - mówi i zaczyna się uśmiechać.
No tak. Amelka do wszystkich mówi ,,złamasie".
- Jeju, słabo Ciebie znam - odpowiadam.
- Czas najwyższy abyśmy się poznały - mówi i patrzy prosto w me oczy.
- Okej, możemy razem wracać. W sumie Hania i Nastka wracają z Julką samochodem - 
mówiąc to robię bardzo dziwną minę.
- Popchać cię? - pyta.
Ile razy ktoś jeszcze będzie chciał mi pomóc?! Na chuja mi taka pomoc.
- Nie - odpowiadam opanowując nerwy.
  Idziemy w milczeniu aż w końcu się odzywam:
- Dlaczego idziesz ze mną a nie ze swoimi przyjaciółkami?
- Bo chcę z tobą - odpowiada Amelka i uśmiecha się.
- Mhmm... A tak serio? - pytam.
- Bo Ci współczuję. A Ty pewnie nie chciałaś wracać sama co? Do tego ja nie mam prawdziwych przyjaciół.
Powstrzymuję się po raz kolejny od powiedzenia jej, że nie musi mi współczuć. I że nie musi ze mną iść. Dlatego mówię:
- Co Ty gadasz? Jak to nie masz prawdziwych przyjaciół?
- No tak. One by mi nie pomogły jakbym była na twoim miejscu. Nie to co Hania i Nastka...
Mówiąc to zaczęły lecieć jej łzy z oczu. Przykro mi przyznać, ale Amelka ma rację. Spuszczam głowę i decyduję, że przemilczę resztę drogi. Kiedy zostaje nam tylko około stu metrów do celu, czuję, że się przemęczam od ciągłego wymachiwania rękami. Na szczęście, Amelka też to zauważa i nie odzywając się do mnie, zaczyna pchać wózek. Dochodzi do bloku w którym mieszkam i zaczyna się rozglądać.
- Gdzie winda? - pyta.
- Nie ma - odpowiadam -ale spokojnie, nie będziesz musiała mnie wprowadzać na górę. Moja mama się tym zajmie.
- Uf...
- Możesz już iść, poradzę sobie.
- No to do jutra!
- Pa! - mówię i wyciągam komórkę.
- Już jesteś w bloku? - słychać moją mamę.
- Tak, czekam na Ciebie.
Połączenie zakończone. Już słyczę kroki mamy.
- Kochanie! Cześć.
- Cześć - mówię - Czy mogłabyś ze mną o czymś porozmawiać?
-Jasne- odpowiada - Co się stało?
- Może porozmawiajmy w domu? - pytam 
- No okej, jasne.
I wleczemy się po schodach, nie wiedząc, że nasza przyszła dyskusja zamieni się w kłótnię.

sobota, 14 lutego 2015

Witaj w domu!

Dzisiaj rozdział będzie wyjątkowo krótki. Przepraszam, jak chcieliście czegoś więcej.
Polecam dwa blogi:
tworcanowejhistorii.blogspot.com oraz Haniadiary.blogspot.com

ROZDZIAŁ DRUGI
WITAJ W DOMU
Kiedy weszłyśmy do domu (po długich męczarniach na schodach), byłam mile zaskoczona. Dwie moje najlepsze przyjaciółki, Anstazja i Hania wraz z tatą krzyczały teraz ,,Witaj w domu", a nad ich głowami wisiał transparent z takim samym napisem. Wszędzie tarzały się balony. Wszyscy do mnie podbiegli i każdy dał mi przytulaska. To już był świetny prezent, ale oni zdecydowali, że dadzą mi coś jeszcze za ,,odwagę".
-Medal?- zaśmiałam się.
-Nie....- odpowiedział tato
-To pewnie książkę.
-Tak, ale jaką?- dopowiedziała Nastka
-Hmmm... nie wiem.
-,,Igrzyska Śmierci"!- nie wytrzymała Hania.
Szczerze się uciszyłam z tego prezentu. Od dawna chciałam to przeczytać. Słuchałam wiele opini, i często w wypowiedziach powtarzały się słowa takie jak ,,fenomenalne", ,,najlepsze" lub ,,niesamowite".
Bawiliśmy się razem bardzo wesoło. Rozwaliłam wraz z koleżankami cały pokój. To był chyba Najzabawniejszy Dzień W Moim Życiu. Może pielęgniarka miała racje mówiąc, że wrócę do dawnych czasów? Że będzie tak samo jak wcześniej? Musi się coś zmienić, ale co? Wkrótce miałam poznać odpowiedzi.
Kiedy o godz. 00:06 zdecydowałam, że pójdę spać, do pokoju weszła mama.
-Podobał Ci się dzisiejszy dzień?- zapytała
-A jak miało być nie fajnie? Tak się nie da! Ale...- odpowiedziałam powoli przyciszjąc głos.
-Ale co?
-Czy WY jesteście szczęśliwi?- wyparowałam
Sporo czasu zastanawiała się nad wypowiedzią
-Tak. I to bardzo. Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy nie być? Dlatego, że jesteś niepełnosprawna? Skądże, jesteśmy silni i sobie poradzimy, wierzę w to. To nie jest najbardziej stromy schodek w naszym życiu, Katrhyn. Musisz tylko w siebie uwierzyć, córeczko...
-Przemyślę to sobie, mamo- obiecałam -ale na razie chcę spać. Dobranoc.
-Dobranoc- powiedziała, wychodząc z pokoju. I zgasiła światło. Zgaszając jednocześnie mnie, tak, aby jutro mnie zapalić. Wystarczy, że powie jedno słowo, a będe światłem.


czwartek, 12 lutego 2015

Nowy rozdział mojego życia

ROZDZIAŁ I 
NOWY ROZDZIAŁ MOJEGO ŻYCIA
Budzę się. Pierwsze co robię to wyjrzenie przez okno. Jest mgliście, przez co mój humor będzie jeszcze gorszy. Powoli, jak co rano, przypominam sobie fakty o sobie. Nazywam się Katerhyn. Mam 13 lat. Pochodzę z Polski, ale mój tato jest Anglikiem. Jestem kaleką... Kiedy myślę o ostatnim fakcie obracam się na brzuch i zaczynam płakać. Sięgam po moją ulubioną książkę - ,,Gwiazd Naszych Wina" i czytam na głos ,,depresja to skutek uboczny raka (...). W sumie to wszystko jest skutkami ubocznymi raka" Zgadzam się z tym, ale zmieniłabym słowo ,,rak" na ,,kalectwo". Nagle wchodzi pielęgniarka:
-Witaj skarbie! Dlaczego masz czerwone oczy? Czyżby znowu napad twej depresji?
-Tak- odpowiadam cicho.
-Nie możesz być dzisiaj smutna! To ten dzień!- mówi z udawanym entuzjazmem.
-Jaki dzień?- wypowiadam, choć doskonale wiem co się dzisiaj stanie. Widzę, jak pielęgniarka przewraca oczyma.
-Dzień powrotu do domu! Spakuj się, o 12:00 przyjedzie po ciebie mama!
-Dobrze- mówię smutno i pielęgniarka zaczyna mnie ustawiać na wózku, a później wychodzi.
Powinnam chyba opisać wam Najgorszy Dzień W Moim Życiu, jak na to mówię.
Tak więc, wracałam ze szkoły z moimi ,,rozwrzeszczanymi" i ,,zdradzieckimi" koleżankami (jak to moja mama mówi). Kiedy przechodziłam przez ulicę, nawet nie raczyłam spojrzeć, czy jedzie jakiś samochód. Nagle upadł mi telefon. Podniosłam go i popatrzyłam za moimi koleżankami. Zdążyły już przejść przez ulicę, a teraz coś krzyczały. Jak głupia ciągle stałam na środku ulicy. Nie mogłam nic usłyszeć, ale w końcu Hania krzyknęła bardzo wyraźnie ,,auto" i zrozumiałam. Zdążyłam tylko zamknąć oczy i spojrzeć na kierowce. Prowadziła młoda kobieta. Była bardzo ładną blondynką o niebieskich oczach. Rozmawiała przez telefon i patrzyła się w okno. Później był tylko przeszywający całe ciało ból...
Hmmmm, pewnie myślicie, że się cieszę, bo w końcu wracam do domu. Wcale. Nie chcę mieszkać z moimi cudownymi rodzicami, którzy co rano, jak będą na mnie patrzeć, będą myśleć tylko o mnie i o moim kalectwie. Nie chcę aby mieli depresje. Nie chcę patrzeć, jak płaczą, co się mi już zdażyło.
Koniec szykowania i pakowania. Mam już chyba wszystko. Patrzę na zegarek, jest 11:50. Wyjeżdżam na hol, gdzie czeka na mnie pielęgniarka, ta sama, która była dzisiaj u mnie rano. 
-Dalej Katerhyn! Czeka na Ciebie inne życie. Takie jakie miałaś w dzieciństwie.
Nie odpowiadam. Zjeżdżamy windą, no bo ja nie mogę chodzić...
Patrzę na mini vana rodziców. Mama już do mnie podbiega. Ma łzy w oczach. Cieszę się, że są to łzy szczęścia. Przytula mnie mocniej niż kiedykolwiek w życiu.
-Kochanie, wreszcie nadszedł ten dzień.
-Taaak.
Wsiadamy do auta.  
No i tak właśnie zaczyna ,,nowy rozdział mojego życia".